Pospiesz się, by V.

Powyżej 5000 znaków.

Moderator: Realkriss

Pospiesz się, by V.

Postprzez Voldi w 27 Sie 2013, 12:59

Barman i jakichś dwóch fagasów. Przy jednym stoliku. Szefunio wysłuchuje, a tamci zaglądają co rusz do kielicha i suszą kolejną flaszkę. Mijam ich dość szerokim łukiem, kiedy słyszę od jednego: "Kułłwa, Łewich...". Kolo podnosi łeb do góry i wzdychając boleśnie patrzy na mnie czerwonymi, załzawionymi oczami. Przystaję na moment. Łapie mnie niepewnym chwytem za kurtkę i przyciąga do siebie. "Łewich... je... je szzzzżyee..." - bełkocze. Zlewam to jego zawodzenie, no bo co mnie obchodzi jakiś frajerzyna. Kumpel im się skończył, to stypę robią. Czekam, jeszcze spokojny, aż pijus mnie puści i będę mógł zaszyć się przy moim ulubionym stoliku. Ee... nie będę mógł. Zajęty. Psia jego mać. No i tamten nie puszcza.

- Gościu, weź mnie puść. - W końcu się odzywam.
- Aee... Aee... Łewich... je szzzzyje...
- Przykro mi. - Rzucam bezsensowną formułką, bo i co mam zrobić?
- Ty wieszzz... Wieszzz chooo tfooo byy Łe... Łewich? - Pijany luzuje trochę dłoń i zaczyna wymachiwać chaotycznie palcem wskazującym. Nic nie rozumiem z jego bełkotu, ale nie odejdę, bo jeszcze kulę w plecy oberwę, albo co gorsza, kto inny... Kto go tam wie. Zamiast tego, kucam przed nim, sam nie wiem czemu.
- Nie wiem, kto to był... Rewik? - Rzucam, bo nie rozumiem imienia.

O ku*wa.

Rewik.

Jasne, że wiem. Czuję, jak serce przyśpiesza, a gotująca się krew uderza do głowy i rozchodzi po wszystkich częściach ciała. Jednocześnie mam wrażenie, że ono i wszystko inne dookoła mnie się zatrzymało. Jak to "Rewik nie żyje"?! No niemożliwe. Zaczynam dostawać głupawki, w jednej chwili wszystko wokół runęło. Wywijam wzrokiem dookoła, łapię się krawędzi stołu, przy którym kucam, patrzę pytająco na twarze stalkerów. Na jednego, drugiego, zalanych łzami, na barmana patrzącego gdzieś w dal z posępną miną. Bezwładnie opadam na podłogę i skulony wtulam głowę w ramiona. Jak to "Rewik nie żyje"?! Przecież to niemożliwe. Przecież niedawno wrócił z drugiego brzegu Prypeci, przecież to dobre dwadzieścia kilometrów nieznanego. Przecież on... Niemożliwe. Ale jak to?

Setki wspomnień, tysiące myśli, miliony pytań przelatują mi przez głowę w ciągu sekundy, trwającej wieczność. Rewik - człowiek, który nauczył mnie wszystkiego. Wspierał, pomagał, nieraz wstawiał się za mną, kiedy coś spie*doliłem i naraziłem się tym, czy tamtym. Nie był typem wyrachowanego zabijaki, tudzież panem "śmierć, jak kromka chleba". Traktował nas wszystkich, w sumie konkurencję i ludzi, którzy w każdej chwili mogą mu wbić kosę w plecy, albo zarazić śmiertelnym ołowianym wirusem, jak rodzinę. Tych starszych jak braci, tych młodszych jak synów. Uczył każdego. Wszystko co zawdzięczam, wszystko, dzięki czemu jeszcze żyję, wszystko... cała moja bytność i umiejętności... wszystko dzięki niemu. Niezwykły człowiek, typ "niepoprawnego" optymisty, był wszędzie, robił wszystko, pomagał wszystkim... Nie liczył się z tym, że jemu samemu jest ciężko. Nawet jeśli ledwo dawał sobie radę, zawsze stawiał innych ponad siebie. Mógłby nie jeść tydzień, a i tak ostatnią pajdkę zeschłego chleba oddałby tobie, gdybyś poprosił. A teraz... nie żyje. Nie będzie już drugiego takiego człowieka w całej Zonie. Ani nie było, ani nie ma, ani nie będzie. Jacyś szkoleniowcy się znajdą, ale to nie to.

Wstaję z podłogi i otrzepuję tyłek z piasku naniesionego na drewniane deski. Podchodzę do barmana i nachylam się nad jego uchem.

- Powiedz im rano, żeby się ze mną skontaktowali. Idę na kojo.

Patrzy na mnie zdziwiony. Co się gapisz, stary szynkarzu?! Grzecznie poprosiłem. Obracam się i wychodzę z knajpy. Idę do jednej z opustoszałych chat. Mam tam takie pomieszczenie z wykopaną piwniczką, w której zazwyczaj kimam. I prawie nikt o niej nie wie. W sumie, poza mną są jeszcze trzy osoby - barman, kontakt z zewnątrz, o którym wiem tylko ja i... Biorę głęboki oddech. Usta same wyginają się w podkówkę, a oczy zapełniają łzami. Tak, trzecią osobą jest... był. Był Rewik.

Ch*j strzela i ku*wica bierze. Wchodzę smętnie do sieni, przechodzę wyuczoną ścieżką między kolejnymi framugami. Docieram do pomieszczenia z jednym okienkiem, wychodzącym na plac w centrum osady. Pali się ognisko, chłopaki siedzą i opowiadają "brodate" dowcipy, zapijają je wódką, a tą z kolei zagryzają kiełbasą. Odsuwam po cichu stary, zniszczony fotel i odsłaniam klapę w podłodze. Nie ma żadnej rączki, ani nic, co by świadczyło o tym, że coś się pod nią kryje. Chwilę męczę się z podniesieniem drewnianego włazu, aż w końcu zsuwam się po niedużej drabinie na dół. Nic specjalnego. Materac, śpiwór, na rozłożonej w kącie ceracie trochę żarcia, jakieś leki, niewielka, słaba latarka i kilka zestawów baterii. Ot, aby noc przetrzymać. Z cztery metry kwadratowe będą. Pozornie. Jest jedna rzecz, o której chyba sam już właściwie zapomniałem... Ewakuacyjny tunel, prowadzący za wzgórze. Tak, na wypadek braku możliwości wyjścia na powierzchnię standardową drogą. Ten pomysł... też Rewik mi go podrzucił. Mówił: "Czego byś nie robił - zawsze miej dokąd i którędy spieprzyć".

Ściągam z pleców karabin i opieram go lufą o ścianę. Z kabury przy udzie wyjmuję makarowa i układam na ceracie. Zaraz potem dołączają do niego zapasowe magazynki i kilka granatów. Naciągam na głowę kaptur i kładę się na starym, podartym materacu. I tak dziś nie zasnę, nawet nie próbuję. Wpatruję się tępo w czarną otchłań ponad sobą. Wiem, że "sufit" jest dwa metry nade mną, ale jak nigdy mam wrażenie, że ciągnie się w nieskończoność. Albo to ja zapadam się wgłąb ziemi. Koszmary wywoływane przez Zonę to nic, w porównaniu do uczucia utraty kogoś tak bliskiego, do tej dziwnej bezsilności, pustki. Drapię się po głowie i rozglądam po kompletnie czarnym pomieszczeniu.

Rewik.

Jak dzisiaj pamiętam mój pierwszy dzień w Zonie, tutaj, w Kamionce. Ot, mała wioseczka po środku lasu, kilka rozpadających się chat. Cisza i spokój. Podszedłem do ogniska po środku i usiadłem, jeszcze pełen obaw.

- Nowy? - Zapytał siedzący obok mnie facet.
- Mhm... - Pokiwałem głową i przełknąłem ślinę. Skręciło mnie od środka. Pomyślałem: "Zabiją mnie".
- Jasne... Jestem Rewik. Chodź ze mną. - Uśmiechnął się do mnie przyjaźnie i wstał.

Zaprowadził mnie do baru, wzniesionego prowizorycznie w stodole. Zapoznał z ludźmi, z barmanem, oprowadził, pokazał, opowiedział. Wszedł do jednego z domów i skinął ręką. Poszedłem za nim. Wskazał mi jeden z pokoi, w którym było okno wychodzące na podwórze i stary fotel. Powiedział, że mogę go zająć. A potem wyciągnął na... spacer.

Poszliśmy wyasfaltowaną drogą przez las. Może jakiś kilometr od wioski. Z jednej strony czułem, że coś jest nie tak, ale z drugiej wiedziałem, że ten człowiek nic mi nie zrobi. Jakiś wewnętrzny głos mówił, że nie mam się czego bać. Nie spieszyliśmy się. Opowiadał bardzo długo o Zonie. O jej niebezpieczeństwach i zagrożeniach, o jej pięknie, o koniecznym szacunku i respekcie. W końcu przysiedliśmy na skrzyżowaniu.

- To nienajlepsze miejsce, ale z braku laku... - Rzucił obojętnie.
- Dlaczego?
- Wojsko się tędy wozi, ale słychać ich z daleka, więc nie ma problemu.

Długo rozmawialiśmy. Pytał, skąd jestem, po co tu jestem, co mam zamiar robić. Nie robił ze mną wywiadu, czy przesłuchania. Zadawał pytania jak zatroskany ojciec rozmawiający z wkraczającym w dorosłe życie synem. I tak też się czułem. Jak jego przybrany syn. Podzielił się swoim jedzeniem, pożartował, aż w końcu - po jakichś może trzech godzinach - powiedział, że pora się zbierać. I nagle obrócił głowę w drugą stronę.

- Słyszysz?

Z całych sił starałem się wychwycić choćby najcichszy szmer. Nic. Jedynie cichy szum lasu.

- Nie.
- Wojacy uazikiem jadą. Chodź, schowamy się.

Weszliśmy do przydrożnego rowu i padliśmy plackiem. Był jakieś półtora metra poniżej drogi. Nawet gdyby jechali po "naszej" stronie ciężko byłoby im cokolwiek zobaczyć. Po chwili usłyszałem zawodzenie radzieckiego silnika ZMZ. Zaimponował mi, że usłyszał go z tak daleka, kiedy ja jeszcze o niczym nie miałem pojęcia. Klekot stawał się głośniejszy i donośniejszy, ciągnący się po wzgórzach i dolinach, odbijający się echem od drzew wokół nas. Kilka minut później przemknął nam nad głowami i zniknął za zakrętem jakieś dwieście metrów dalej. Wyszliśmy z wykopu i powoli, kontynuując rozmowę, wróciliśmy do Kamionki.

Pamiętam też moją pierwszą emisję... Rewik wyciągnął mnie tego dnia do pomocy przy przerzucie. Może z cztery miesiące w Zonie byłem. Mógł wybrać sobie kogoś lepszego, bardziej doświadczonego, a poprosił akurat mnie. "Idziemy na "Bolszoj Krug"", powiedział. Uroczysko na wzgórzu, koło kilometra na południowy zachód od obozu. Z pół godziny w jedną stronę i jakieś piętnaście minut w drugą, bo z górki i bez obciążenia. Na szczęście Kamionka leży dość blisko granicy Zony, więc i promieniowanie w normie, i mutantów, o których opowiadają stalkerzy mało. Ale to i tak wciąż Zona.

Byliśmy może z dwieście metrów od wzgórza, kiedy Rewik się zatrzymał.

- Oho, problem. - Powiedział spokojnie.
- Co się stało?
- Stanął mi... A to zły znak. Zrzucaj graty i wracamy do Kamionki.

Nie wiedziałem, o co mu chodzi, ale posłusznie zostawiłem plecak pod drzewem i ruszyłem biegiem za Rewikiem. Jakąś minutę później coś głucho huknęło. Niebo zaciągnęło się ciemnymi chmurami, co chwila strzelając jaskrawoniebieskimi błyskawicami. Na północy, między drzewami rozciągała się szkarłatna plama. Na pewno nie zwiastowała niczego dobrego. W pewnym momencie potknąłem się o wystającą gałąź i padłem twarzą na ziemię. Rewik obejrzał się przez ramię i zawrócił. Podciągnął mnie do góry i spokojnym, opanowanym głosem powiedział "Pospiesz się". Do wioski dobiegliśmy chwilę po tym, jak zerwał się potężny wiatr. Głowa bolała, w gardle miałem potwornie sucho, wdychane powietrze paliło w płuca, a oczy piekły, jakby ktoś je polał kwasem. Opadałem z sił. Na ostatnich metrach Rewik niósł mnie pod ramię, bo sam bym nie doszedł. Pamiętam, że zanim zemdlałem zobaczyłem coś pomiędzy żywym ogniem buhającym spomiędzy chmur, a tańczącymi językami zorzy polarnej. Nie wiem, co to było, bo nigdy więcej nie widziałem emisji. Owszem, przeżyłem niejedną, ale zawsze chowałem się tak nisko i głęboko, jak tylko się dało. W Kamionce mówili, że przeżyłem tylko cudem i dzięki temu, że Rewik mnie dociągnął do bazy... Po plecaki poszliśmy dopiero następnego dnia, a transakcja przepadła, razem z gościem "z zewnątrz".

Słyszę nad sobą kroki i trzeszczące pod dużym ciężarem deski. Co do ch*ja? Już rano? Wstaję z materaca i rozciągam się na szybko. Kaptur sam zjeżdża z głowy i spada na kark. Pakuję amunicję, wpycham do kabury makarowa, a na plecach wieszam karabin. Staję na drabinie i próbuję podnieść klapę. Lekko uchyla się do góry, do piwniczki wpada trochę światła, ale zaraz potem właz się blokuje. Próbuję jeszcze raz. Nic. I jeszcze jeden. Dopiero zauważam, że na wprost stoi znajoma nóżka od krzesła. Cholera. Z tej strony go nie przepchnę. Schodzę z drabiny i sięgam po latarkę na ceracie. Zaglądam do plecaka, trzymając moje jedyne źródło światła w zębach. Pośród gratów szukam popularnej "czołówki". Jest. Wyciągam, zamykam plecak i przesuwam się bliżej ceraty. Zmieniam baterie, zakładam latarkę na głowę, a drugą wyjmuję z ust. Przełączam włącznik w pozycję ON i całą ziemiankę zalewa niemal oślepiająco jasny strumień światła. Znajduję w ścianie za plecami tunel o średnicy koło siedemdziesięciu centymetrów. Biorę do ręki broń, podsuwam plecak i wpełzam do środka. Torbę z gratami chwytam nogami i zaczynam się czołgać. Jakieś sto pięćdziesiąt, dwieście metrów przeciskania się takim kanalikiem, prawie bez dostępu do świeżego powietrza jest cholernie męczące. Ale w końcu widzę drewnianą kratkę, za którą czeka na mnie wolność. Siłuję się z wbitym w miękkie, porośnięte trawą podłoże włazem, aż w końcu korzonki roślin i wilgotna ziemia puszczają, a klapa opada z głuchym stuknięciem. Upewniwszy się, że nie ma w okolicy nikogo ani niczego łaknącego mojej krwi, wyczołguję się z tunelu. Upewniam się, że niczego po drodze nie zgubiłem i wciągam na ramiona niezbyt ciężki plecak.

Wchodzę jakieś dwadzieścia metrów pod górkę. Po drugiej stronie jest Kamionka. Na szczycie spostrzegam świeżo rozkopaną ziemię i dwie zbite ze sobą na kształt krzyża gałęzie. Czuję falę gorąca rozchodzącą się po ciele. Podchodzę bliżej. U podstawy symbolu leży maska przeciwgazowa, a pod nią, na kopcu kawałek deski z wyrytymi literami. Pochylam się nad napisem. "РЭВИК". Siadam ciężko na ziemi i wpatruję się w popękane szkła maski.

Setki wspomnień, tysiące myśli, miliony pytań przelatują mi przez głowę w ciągu sekundy, trwającej wieczność. Rewik...
Ostatnio edytowany przez Voldi, 28 Sie 2013, 23:13, edytowano w sumie 1 raz
Image

Za ten post Voldi otrzymał następujące punkty reputacji:
Positive RadekNioch, Yepper, Skowoo, KOSHI, Dommy, Realkriss.
Awatar użytkownika
Voldi
Ekspert

Posty: 843
Dołączenie: 29 Gru 2011, 11:11
Ostatnio był: 30 Maj 2024, 11:26
Miejscowość: Kraków/Hajnówka
Frakcja: Samotnicy
Ulubiona broń: TRs 301
Kozaki: 426

Reklamy Google

Re: Pospiesz się, by V.

Postprzez RadekNioch w 27 Sie 2013, 14:41

Bardzo fajne opowiadanie. Podczas lektury nie zauważyłem jakiegokolwiek błędu, być może ktoś inny na to zerknie i coś mu się rzuci w oczy. Opowiadanie będzie kontynuowane, prawda? Bo gdyby był to koniec to byłby słaby koniec :)

Kozaczek poleciał.

EDIT: Heh, skąd Ty w ogóle wytrzasnąłeś ten sposób wyczuwania emisji? :D
Awatar użytkownika
RadekNioch
Łowca

Posty: 438
Dołączenie: 28 Lip 2013, 06:31
Ostatnio był: 12 Maj 2019, 01:59
Frakcja: Samotnicy
Ulubiona broń: Akm 74/2
Kozaki: 55

Re: Pospiesz się, by V.

Postprzez Dziki w 28 Sie 2013, 05:28

Na starcie może tylko zaznaczę że nie jestem wielkim fanem narracji pierwszoosobowej więc mogę czasami mieć problemy z obiektywnym ocenianiem. (Swoją drogą u ciebie nie przeszkadzało mi to za bardzo, czasami wręcz pomagało w czytaniu).

Do rzeczy. Może najpierw zacznę od tego co szwankuje ci co trzeba by poprawić. Zauważyłem że masz ten sam problem co ja i na jaki długo nie zwracałem uwagi. W jednym zdaniu powtarzasz jedno słowo a w kolejnym albo dwa później, je powtarzasz co czasami mocno rzuca się w oczy. Zrób jak ja, otwórz słownik wyrazów bliskoznacznych i po problemie :)
Na twoim miejscu nie stosowałbym też tak wielu kolokwializmów bo na początku mogą mocno odrzucić i drażnić. Co innego używać ich w trakcie dialogów a co innego podczas narracji. Wiem że to opowiada w myślach bohater ale jednak, no ni w ząb mi to nie pasuje. Ortografii i interpunkcji nie oceniam bo nie jestem w tym najlepszy.

Co do opisów nie mam nic do zarzucenia, może bym dodał tylko kilka głębszych okolicznego terenu. W opowiadaniach tego typu jak się zorientowałem to potrafi mocno podnieść klimat i łatwiej się wczuć.

Podoba mi się relacja między tą dwójką chociaż nie wczułem się w nią aż tak mocno, może warto by z tego zrobić dłuższą serię np w formie retrospekcji. Wtedy nawiązałoby się konkretną relację z bohaterami. Dobre są też dialogi, przerywał bym je tylko czasami jakimiś krótkimi wstawkami opisowymi. Sama historia też jest ciekawa i jak wspominam wyżej, prosi się o to by rozwinąć jej przeszłość.

Moim zdaniem potencjał jest, wykonanie stoi na przyzwoitym poziomie i nie ma się czego wstydzić. Ćwiczenie czyni mistrza, więc ja cię zachęcam do pisania i jeśli postanowisz naskrobać coś jeszcze to z chęcią to przeczytam. ;)
Привет от папы Путина! - Napis na hełmie żołnierza Rosyjskiego gdzieś w Gruzji.

"Sztuką nie jest mówić o wartościach i człowieczeństwie. Sztuką jest się samemu do tego stosować."
Awatar użytkownika
Dziki
Opowiadacz

Posty: 134
Dołączenie: 19 Lut 2010, 00:47
Ostatnio był: 23 Paź 2014, 10:49
Frakcja: Wojskowi Stalkerzy
Ulubiona broń: Vintar BC
Kozaki: 69

Re: Pospiesz się, by V.

Postprzez Voldi w 28 Sie 2013, 09:11

Dziki, na wstępie chciałbym zaznaczyć, że jak zobaczyłem, że napisałeś coś w tym temacie to zrobiłem takie... "woooow" i czym prędzej zajrzałem co naskrobałeś. A teraz będę się bronił.

Uwierz, że ja też nie jestem jej fanem. To i poprzednie opowiadanie to takie wprawki. Wszystko trzeba mieć po trochu opanowane, czyż nie? W trzecioosobowej nie byłbym w stanie tak odebrać tego, co odczuwa bohater, no bo niby skąd narrator wiedziałby, że bohatera od wewnątrz zalewa fala gorąca, albo co mu się we łbie kmini?

Powtórzenia? Dalej masz ten błąd :P "W jednym zdaniu powtarzasz jedno słowo a w kolejnym albo dwa później, je powtarzasz co czasami mocno rzuca się w oczy" :E A co do mnie, to nie zdajesz sobie sprawy, jak mi się czasem prace opóźniają, bo napieprzam po słownikach szukając odpowiedniego synonimu. Większość z powtórzeń jest tutaj całkowicie i kompletnie celowa. Takie, które mi umknęły przy sprawdzaniu, albo których nie chciało mi się poprawiać jest może dwa, trzy na cały tekst.
Temat kolokwializmów pominę, bo to zależy od gustu odbiorcy :)

Prawdę mówiąc, chciałem, ale nie bardzo pasowało mi zachwycanie się i zaduma nad okolicą w takich okolicznościach. Sam niedawno pochowałem bliską osobę i wiem, że to w jakiej okolicy się wszystko rozgrywa jest mało istotne. A takich miejsc-wspomnień się po prostu nie pamięta.

Właściwie, to nie planowałem tego kontynuować, ale skoro i Ty, i RadekNioch mówicie, że dobrze by to wyglądało, no to zastanowię się nad drugą i może trzecią częścią.

A tak z ciekawości, Dziki. Moje poprzednie opowiadania czytałeś? ;)
Image
Awatar użytkownika
Voldi
Ekspert

Posty: 843
Dołączenie: 29 Gru 2011, 11:11
Ostatnio był: 30 Maj 2024, 11:26
Miejscowość: Kraków/Hajnówka
Frakcja: Samotnicy
Ulubiona broń: TRs 301
Kozaki: 426

Re: Pospiesz się, by V.

Postprzez Dziki w 28 Sie 2013, 16:00

I chyba długo się tego błędu nie pozbędę, nawet przy głupiej recenzji może się pojawić :)

Tylko zwracam uwagę to co moim zdaniem trochę nie grało, nie musisz się bronić bo tylko coś dodaję od siebie. W temacie narracji pierwszoosobowej... kurde no nic cholery nie mogę się do niej niestety przekonać, wiem o tym wszystkim ale to tak jak z jedzeniem albo się coś lubi albo.
W temacie kolokwializmów patrzyłem bardziej pod tym gdybym czytał to drukowane na papierze dlatego zwróciłem od razu na to uwagę. Na początku było ich po prostu za dużo ale potem jak bohater wspominał już zgrabnie wtapiały się w tekst i nie przeszkadzały.

Wiem, wiem że chodziło o wspomnienia jednak i tak bym dodał chociaż trochę bardziej sugestywnych opisów otoczenia. Przydadzą się chociażby po to żeby ciągle nie czytać myśli bohatera, jak byś chciał pisać kolejne teksty w tym klimacie to po prostu może to nużyć ewentualnego czytelnika.

Czepiam się może trochę ale jak najbardziej w dobrej wierze ;)

PS - Nie, nie czytałem ale nadrobię zaległości. :)
Привет от папы Путина! - Napis na hełmie żołnierza Rosyjskiego gdzieś w Gruzji.

"Sztuką nie jest mówić o wartościach i człowieczeństwie. Sztuką jest się samemu do tego stosować."
Awatar użytkownika
Dziki
Opowiadacz

Posty: 134
Dołączenie: 19 Lut 2010, 00:47
Ostatnio był: 23 Paź 2014, 10:49
Frakcja: Wojskowi Stalkerzy
Ulubiona broń: Vintar BC
Kozaki: 69

Re: Pospiesz się, by V.

Postprzez Gizbarus w 28 Sie 2013, 17:04

Voldi, pało :caleb:

Przyznam, że pierwsze kilka zdań próbowało zniechęcić mnie do dalszego czytania... Co ty masz, że prawie każde twoje opowiadanie chce mi to zrobić? Przełamałem się i - rzeczywiście - warto było. Ciekawie wrzucone retrospekcje z wydarzeń, ukazanie postaci "ojca stalkerów" w Zonie. Co do opisów, to nie zgodzę się z Dzikim - co jak co, ale tu rzeczywiście by to nie pasowało. Poza tym - komu chce się przebijać przez tony zdań w stylu Orzeszkowej?

Co jak co, ale lepiej, żeby to był short - małe, zakończone opowiadanie. No, chyba że... Przy odrobinie weny, czasu i szczęścia może napiszę drugą stronę opowiadania. Z perspektywy MOJEGO człowieka :caleb:

Ps - Dziki, a ty jeszcze nie przeczytałeś mojej "Samotności..."? :omatko: Co z ciebie za opowiadacz? :E
A czy TY już przeczytałeś i oceniłeś moją twórczość?
"Samotność w Zonie" - nadal kontynuowana.
"Dawno temu w Zonie" - tylko dla weteranów forum.
"Za późno" - czerwona część cyklu "Kolory Zony"
"Akurat o czasie" - biała część cyklu "Kolory Zony"
"Za wcześnie" - niebieska część cyklu "Kolory Zony"
"Pęknięte Zwierciadło" - mini-cykl o Zonie w wersji noir
Awatar użytkownika
Gizbarus
Opowiadacz

Posty: 2895
Dołączenie: 18 Paź 2011, 16:44
Ostatnio był: 17 Sty 2026, 10:14
Miejscowość: Zadupie Mniejsze Wybudowania Kolonia II
Frakcja: Samotnicy
Ulubiona broń: Sniper Rifle SVDm2
Kozaki: 854

Re: Pospiesz się, by V.

Postprzez Universal w 28 Sie 2013, 17:32

Grammaruni:

Tryb pierwszoosobowy mi nie pasuje, jak widać wszystkim. Zrezygnuj z niego, nawet za cenę samokształcenia :D Podobnie nie pasują mi kropki między wypowiedzią a opisem i potem wielka litera:
- Przykro mi. - Rzucam bezsensowną formułką, bo i co mam zrobić?

Jeśli dobrze pamiętam, to kropki tam nie powinno być, a litera powinna być mała.
Czuję, jak serce przyśpiesza, a gotująca się krew uderza do głowy i rozchodzi po wszystkich częściach ciała. Jednocześnie mam wrażenie, że ono i wszystko inne dookoła mnie się zatrzymało.

Nie pasuje "ono". Ono, czyli co? Niby wiadomo, że ciało, ale lepiej sprawdziłby się synonim, albo po prostu inna konstrukcja.
Zaczynam dostawać głupawki

Niekontrolowany napad śmiechu? Nie pasuje do reszty, więc to chyba nie o głupawkę chodziło, a o osłupienie, otępienie, taka sytuacja.
[...] wszystko wokół runęło. wywijam wzrokiem [...]

:caleb:
Bezwładnie opadam na podłogę

Opada piórko, ludź się raczej obala.
Wszystko co zawdzięczam, wszystko, dzięki czemu jeszcze żyję, wszystko... cała moja bytność i umiejętności... wszystko dzięki niemu.

Zdecyduj, czy po wielokropku stawiasz wielką literę, czy małą, wcześniej i później stawiałeś wielką, tu inaczej. Ban za niekonsekwencję :D
Wstaję z podłogi i otrzepuję tyłek z piasku naniesionego na drewniane deski.

1. Naniesienie mi tu nie pasuje, tak jakby to było robione celowo. Nie wiem jak to ująć, nie chcę wprowadzić w błąd, po prostu kłuje mnie trochę w oczy.
2. Drewniane deski? A są jakieś inne? :D
- Nowy? - Zapytał siedzący obok mnie facet.

Tutaj mimo znaku zapytania zdaje mi się, że chyba miała być mała litera. http://www.jezykowedylematy.pl/2011/09/ ... ne-porady/ - nie mogę znaleźć starego linku, więc spójrz tu.
Z pół godziny w jedną stronę i jakieś piętnaście w drugą

Piętnaście minut.
Na północ, między drzewami rozciągała się szkarłatna plama.

Na północy.

Imię Rewik mi się nie podoba. W ogóle co to za imię/pseudonim/skrót? :caleb:

Ogólnie całkiem przyjemne opowiadanie. Nie zgodzę się z Gizbem, że to miałby być short, według mnie to dobra baza, żeby je trochę rozwinąć. Jeszcze dwa-trzy fragmenty, na ile pomysłów starczy.

∙∙∙

RadekNioch napisał(a):Heh, skąd Ty w ogóle wytrzasnąłeś ten sposób wyczuwania emisji? :D

Można w naciągany sposób stwierdzić, że to miałoby związek z ciśnieniem krwi.

Gizbarus napisał(a):Ps - Dziki, a ty jeszcze nie przeczytałeś mojej "Samotności..."? :omatko: Co z ciebie za opowiadacz? :E

O moich nie wspominając :suchar: Chociaż z drugiej strony to może lepiej :E

Za ten post Universal otrzymał następujące punkty reputacji:
Positive RadekNioch.
Awatar użytkownika
Universal
Monolit

Posty: 2619
Dołączenie: 21 Lip 2010, 17:54
Ostatnio był: 15 Kwi 2026, 09:27
Miejscowość: Poznań
Frakcja: Samotnicy
Ulubiona broń: Vintar BC
Kozaki: 1051

Re: Pospiesz się, by V.

Postprzez Dziki w 28 Sie 2013, 17:38

Panowie spokojnie, dopiero od niedawna mam chwilę żeby coś poczytać. Na pewno nadrobię zaległości jak najszybciej :D

Zgodzę się jeszcze z przedmówcą. Też jestem zdania byś zrezygnował z narracji pierwszoosobowej. A nóż wyjdzie ci to na lepsze, zawsze warto próbować.
W temacie opisów. Cóż nic na to nie poradzę, kocham jak mogę coś w pełni sobie wyobrazić i wczuć się jak najgłębiej w otoczenia gdzie toczy się akcja. Lecz to tylko moje widzimisię. Może faktycznie aż tak by się to nie wpasowało.
Ostatnio edytowany przez Dziki, 28 Sie 2013, 17:42, edytowano w sumie 1 raz
Привет от папы Путина! - Napis na hełmie żołnierza Rosyjskiego gdzieś w Gruzji.

"Sztuką nie jest mówić o wartościach i człowieczeństwie. Sztuką jest się samemu do tego stosować."
Awatar użytkownika
Dziki
Opowiadacz

Posty: 134
Dołączenie: 19 Lut 2010, 00:47
Ostatnio był: 23 Paź 2014, 10:49
Frakcja: Wojskowi Stalkerzy
Ulubiona broń: Vintar BC
Kozaki: 69

Re: Pospiesz się, by V.

Postprzez Gizbarus w 28 Sie 2013, 17:42

Dziki napisał(a): A nóż wyjdzie ci to na lepsze


A widelec wyjdzie ci bokiem :caleb:

Ja z kolei nie zgadzam się z zaprzestaniem narracji pierwszoosobowej. Wg mnie ma ona największą moc oddawania klimatu - inna rzecz, że jest też i najtrudniejsza do okiełznania i wymaga niemałych umiejętności. I uprzedzając pytania - nie, nie czytałem Ołowianego Świtu :caleb:
A czy TY już przeczytałeś i oceniłeś moją twórczość?
"Samotność w Zonie" - nadal kontynuowana.
"Dawno temu w Zonie" - tylko dla weteranów forum.
"Za późno" - czerwona część cyklu "Kolory Zony"
"Akurat o czasie" - biała część cyklu "Kolory Zony"
"Za wcześnie" - niebieska część cyklu "Kolory Zony"
"Pęknięte Zwierciadło" - mini-cykl o Zonie w wersji noir
Awatar użytkownika
Gizbarus
Opowiadacz

Posty: 2895
Dołączenie: 18 Paź 2011, 16:44
Ostatnio był: 17 Sty 2026, 10:14
Miejscowość: Zadupie Mniejsze Wybudowania Kolonia II
Frakcja: Samotnicy
Ulubiona broń: Sniper Rifle SVDm2
Kozaki: 854

Re: Pospiesz się, by V.

Postprzez Universal w 28 Sie 2013, 17:52

A dla mnie narracja pierwszoosobowa to w kwestii klimatu trochę pójście na łatwiznę. Sztuką jest przekazać odczucia postaci w narracji trzecioosobowej. Bo otoczenie w trzecioosobowej jest relatywnie łatwe. Zresztą zawsze można się pobawić w "łamaną" narrację, parę razy czytałem dobre teksty mieszające pierwszo- i trzecioosobówkę.

Tak czy inaczej, kontynuuj Voldi. Chociaż trochę.

Czytałeś Ołowiany Świt Gizbarusie? :suchar:

PS Zapomniałem o najważniejszym - coraz więcej widzę opowiadań, w których nie ma apokalips, armageddonów i upadków systemów, nawet wielkich strzelanin i pościgów nie ma, a jest "zwykłe, strefowe życie". Na plus.
Awatar użytkownika
Universal
Monolit

Posty: 2619
Dołączenie: 21 Lip 2010, 17:54
Ostatnio był: 15 Kwi 2026, 09:27
Miejscowość: Poznań
Frakcja: Samotnicy
Ulubiona broń: Vintar BC
Kozaki: 1051

Re: Pospiesz się, by V.

Postprzez Voldi w 28 Sie 2013, 18:20

Gizbarus napisał(a):Przy odrobinie weny, czasu i szczęścia może napiszę drugą stronę opowiadania. Z perspektywy MOJEGO człowieka :caleb:

Ty lepiej NCZP dokończ, fajfusie :caleb:

@Uni
1. Planuję jeszcze coś kiedyś wrzucić, jak mi przyjdzie jakiś pomysł, z perpsektywy pierwszej osoby i na tym póki co skończę. Kur*icy idzie dostać przy takim pisaniu, prawdę mówiąc :E
2. A ja, o ile wiem, stosuję drugą zasadę, która jest dozwolna. Gdzieś już była na ten temat rozprawa, chyba Realkriss się nad tym rozwodziła ;)
3. "Ono" czyli właściwie mialo być serce. To zdanie nawet mi nie pasuje i od razu pomyślałem, że jest jakieś koślawe, ale nie miałem pomysłu, czym je zastąpić.
4. Problem narracji 1os. Ty też nie zawsze umiesz użyć prawidłowego sformułowania, kiedy chcesz jakoś określić swój stan, nie? Właśnie o to chodziło. Wiem, że są lepsze słowa niż "głupawka", ale akurat tu bohaterowi (bezimiennemu, lol!) zabrakło słowa.
5. K, literówa, dziynki.
6. Obala się flaszkę. I człowiek obala się po flaszce. Jak już, mógłbym zmienić na "klapnąłem", ale to chu*owo brzmi :caleb:
7. Bo to taki myk z wielokropkami. Widziałem w paru innych tekstach, wydanych w książkach także, że raz było tak, a raz tak.
8. Po "naniesionego" miało jeszcze być "na buciorach innych stalkerów", ale uznałem za zbyt szczegółową w takiej sytuacji rozkminę. Koshiego zapytam czy są deski nie-drewniane, ale tak miało być i kuktas.
9. Tęga rozkmina z dialogami :E
10. Dzięki, poprawię.
11. Hmm... Niech i tak będzie.
12. A może i tak.
13. Rewik? Tak mi przyszło do łba znikąd i już zostało. Może, jak skombinuję jakieś nastepne części, to wyjaśnię. Może.
14. Ad. cytatu Radka - nawet ja tego tak nie rozkminiłem. Ot, któregoś razu przyszło mi do głowy, że są ludzie, którzy wyczuwają emisje własnym ciałem, ale nikt nie wie jak dokładnie. Więc czemu nie tak, jak napisałem? I tak czekało, aż w końcu miałem okazję tego użyć.

Narracja łamana to w ogóle hardkor i na razie wolę tego nie próbować :E

Rozkminiam właśnie taki styl, staram się wprawić bardziej w brud i trud Zony. To pod wpływem... tłumaczenia Misery (wcale nie alkoholu :caleb: ). Nie grałem, a i tak działa. Ciekawe, jakie będę miał pomysły, jak już w końcu sobie odpalę to modziwo.


Panowie, dziękuję. Dawno już nie miałem takiej dyskusji pod którymkolwiek tekstem ;)
Image
Awatar użytkownika
Voldi
Ekspert

Posty: 843
Dołączenie: 29 Gru 2011, 11:11
Ostatnio był: 30 Maj 2024, 11:26
Miejscowość: Kraków/Hajnówka
Frakcja: Samotnicy
Ulubiona broń: TRs 301
Kozaki: 426

Re: Pospiesz się, by V.

Postprzez Universal w 28 Sie 2013, 20:14

Voldi napisał(a):Problem narracji 1os. Ty też nie zawsze umiesz użyć prawidłowego sformułowania, kiedy chcesz jakoś określić swój stan, nie? Właśnie o to chodziło. Wiem, że są lepsze słowa niż "głupawka", ale akurat tu bohaterowi (bezimiennemu, lol!) zabrakło słowa.

Ale jak wspomniał Dziki, narracja pierwszoosobowa to nie do końca czyste przepisywanie myśli, tylko są one najpierw "podliteraturyzowane" (neologizmowaty koszmarek profesora Miodka, chodzi o literaturę).
Voldi napisał(a): Obala się flaszkę. I człowiek obala się po flaszce.

Lepiej "obala" niż "opada" :caleb:
Voldi napisał(a):Bo to taki myk z wielokropkami.

Dobra, dobra. Wskaż tytuły, a ja zrobię literaturnają ofiarę całopalnają.
Voldi napisał(a):Koshiego zapytam czy są deski nie-drewniane.

KOSHI ważniejszy ode mnie?! Pffr.
Voldi napisał(a):ale tak miało być i kuktas

Ale ja Ci muszę powytykać jak palce i kuktas.

Ale dobre z tym ciśnieniem, nie? Powiedzcie, że dobre. Bo dobre jest.

Ja też próbuję wejść w brud i trud Zony, przy czym przerzuciłem się na Worda i niech leży, bo nieprędko skończę.

Voldi napisał(a):Panowie, dziękuję. Dawno już nie miałem takiej dyskusji pod którymkolwiek tekstem ;)

Pinć złytych.
Awatar użytkownika
Universal
Monolit

Posty: 2619
Dołączenie: 21 Lip 2010, 17:54
Ostatnio był: 15 Kwi 2026, 09:27
Miejscowość: Poznań
Frakcja: Samotnicy
Ulubiona broń: Vintar BC
Kozaki: 1051

Następna

Powróć do Teksty zamknięte długie

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 0 gości