Z doświadczenia: zombie w egzoszkieletach zwykle pojawiały mi się w takim zakątku w krzakach blisko torów kolejowych w Janowie – biegniesz wzdłuż torów w stronę pola minowego i za ostatnim wagonem w krzakach zazwyczaj siedzą zombie (w późniejszych etapach gry może tam siedzieć kontroler lub nawet chimera), o ile coś tam jest, bo najczęściej nie było tam niczego. W Kopaczi nigdy nie spotkałem "
egzozombie" (skróćmy to do jednego słowa). Jeden raz miałem grupkę zombie na moście niedaleko fabryki Jupiter tuż obok miejsca, gdzie siedzi grupka bandytów Sułtana. Nieźle się wtedy posrałem, bo ja byłem chyba w kombinezonie stalkera (albo nawet i nie miałem żadnego kombinezonu), a tam była trójka zombie ze Spasem, SG-550 i PKM-em

Nigdy więcej nic mi się tam nie pojawiło, nawet rodent.
Jeśli mówimy o ogóle gry, to egzozombie
zawsze jest w końcowej części tunelu Prypeć 1 z bardzo różnym wyposażeniem (chociaż chyba nigdy nie ma Spasa) – z broni może mieć Grozę, SIG-a, PKM-a, w ekwipunku czasami ma też właśnie Welesa. Raz, o ironio, znalazłem przy nim anabiotyk umożliwiający przetrwanie emisji

Jeden zombie w egzo pojawia się też w warsztacie pod Żelaznym Lasem i też może mieć Welesa.
Tartak, Wołkow – tam nigdy nie miałem do czynienia z egzozombie. A swego czasu naku♥wiałem sporo w Zew Prypeci.
Ogółem jednak, opieranie się wyłącznie na egzozombie w szukaniu detektorów może zapewnić naprawdę długą, żmudną i nudną roz(g)rywkę

Najszybciej wziąć hełm z cementowni, odbębnić zadanie u naukowców i kupować Welesy od Hermana albo sprzedać Flinta Lokiemu i dać mu PDA Morgana – po tym Hawajczyk zacznie sprzedawać Welesy.
I jeszcze co do wcześniejszego wątku z pierwszym zadaniem dla naukowców: absolutne minimum to sam kombinezon Powiew Wolności
lub sam hełm taktyczny (czyli ten, co leży na szczycie cementowni). Z kombinezonem stalkera nie przepuści cię, chociaż technicznie jest niemal identyczny z Powiewem Wolności, ale cóż... tak to sobie GSC ustawiło, to tak jest. Podobnie z Powinnościowym PS5-M, też jest zbyt gówniany.
Proszę państwa, sto pięćdziesiąt kilometrów na godzinę w ciągu kilku sekund, wspaniały wynik. Gdyby w ten sposób można było wypie*dolić z polskiej polityki tych wszystkich śmieci z Okrągłego Stołu, Leszka Millera, byłoby… cudownie i każdemu bym ku*wa kupił po takim Ferrari, byleby w piz*u pojechali tym PROSTO do swojego ukochanego… Izraela. SYJONIŚCI Europy, jedźcie do siebie! Pozdrawiam, Zbigniew Stonoga. Nie jestem antysemitą!