przez Przemek77 w 15 Sty 2009, 12:17
TES 1: Arena - pochwalę, się, że w zamierzchłych czasach (gdy miałem jeszcze taki bajeczny komputer jak Pentium 200 Mhz, 32 Mb RAM i 2 GB HDD) ukończyłem tą grę pokonując złego Jagara Tharna czym zadaję kłam plotkom, że jakoby TES 1 jest "nie do ukończenia z powodu wielu bugów". Fakt, gra jest cholernie powtarzalna, miasta są do siebie podobne, ale z drugiej strony do dziś nie spotkałem gry, która miałaby tak potwornie olbrzymi świat (Morrowind i Oblivion do kupy wzięte mogą się schować). Już późniejszy Daggrefall był nieco mniejszy, w Arenia poruszamy się po całym kontynencie Tamriel, mamy - czego również nie spotkałem później - pełen cykl dobowy i roczny (zmiana pór roku podczas grania i to nie tylko z nazwy).
TES 2: Daggerfall - niestety grałem tylko w demko, gra w Polsce była cholernie trudna do zdobycia, więc nie miałem okazji doświadczyć tej "potwornej liczby bugów". Do dziś szukam tej gierki w celach poznawczych.
TES 3: Morrowind - przyznam się, że zasiadałem do tej gry z wielką nadzieją, ale.... coś w niej jest nie tak. Już kilkanaście razy zabierałemn się do niej, ale po jakimś czasie gra mnie nużyła. Nie wiem, może klimat całego Vvanderfell działa na mnie tak odpychająco, te grzyby, wielkie owady, smutne twarze NPCów.... W każdym razie jakiś miesiąc temu po raz kolejny odbiłem się z wielkim hukiem od Morrowinda. Nie chciało mi się wykonywać żadnych questów, głownie łaziłem po świecie, kradłem ludziom z domów ksiązki i czytałem. Odiwedziłem tylko potem Solstheim i stwierdziłem, że "może być". Potem grę odinstalowałem....
TES 4: Oblivion - z Oblivionem dopiero zaczynam przygodę, na razie podoba mi się bardzo.....
Pijany listonosz ze świata modliszek
Przywozi mi listy, i niszczy mi ciszę,
Której nie ma i tak;
Bo jest dziecko moje i sny atomowe,
I myśli myśliwce co są odrzutowe -
Ich huk - to dla mnie - znak.