Mam mieszane uczucia wobec tego co robię na studiach. Sam nie wiem, czy bardziej mnie to wku*wia, czy smuci. Poszedłem sobie do Gwizdka na wydział, na geoinformację, a w ostatnim czasie stwierdzam, że mnie to przeraźliwie nudzi. Jeszcze względnie niedawno liczyłem na to, że coś niespotykanie ciekawego mnie tam spotka, tymczasem nie mogę się odnaleźć absolutnie w żadnej z dziedzin. Ja, człowiek leniwy, najbardziej się spełniam tam na... wychowaniu fizycznym. Kuźwa, przytępawe pchanie sztangi, podciągnięcia na czymś czego nazwy nie umiem wymówić, wiosłowanie na ergometrze - to wszystko jest o wiele ciekawsze, niż to, czego mam się uczyć. Niby mógłbym to wkuć, ale nie mam do tego serca już.
I albo to stanowczo zbyt wczesny kryzys wieku starczego, albo po prostu oleję ten kierunek, nawet za cenę "roku w dupę"
