przez mbwrobel w 13 Gru 2012, 13:10
W wiosce kotów zlecenie mokrej roboty od Sidorowicza realizowałem przy pomocy noża (na uboczu, gdzieś za winklem - by nie było świadków) albo przy pomocy wygłuszonego pistoletu. Zaczajałem się na zrujnowanym strychu budynku vis-a-vis ogniska, kucałem za belką, by nie było mnie widać i headshotem załatwiałem gostka popijającego kozaka przy ognisku. Zaraz po strzale chowałem broń i cichutko się wycofywałem. Zaalarmowani kumple denata wyciągali broń i szukali sprawcy, ale tylko przez chwilę. Trzeba tylko pamiętać o dwóch sprawach: KONIECZNIE zrobić wcześniej sejwa oraz upewnić się, że wykonujemy wyrok na właściwym stalkerze (w tłumie łatwo się pomylić). Jeśli nikt nie zobaczy nas z wyciągniętą bronią w chwili śmierci ofiary, nawet jego kumple nie obrażą się na nas.