przez paintball_0 w 01 Gru 2010, 13:58
Grałem w sporo słabych gier. Ale największy zawód sprawił mi Boiling Point. Jeden wielki babol. Prawie nic nie działało tak jak powinno. Jazda samochodem była fatalna, fabuła miała dziury, tereny poza miastem były zbudowane z powtarzających się segmentów, które sprawiały wrażenie ciągłego Deja vu. Cały czas mijało się ten sam zakręt, to samo przewrócone drzewo, albo posterunek wojskowy. Gdyby nie mapa, to myślałbym, że kręcę się w kółko.
A miało być tak pięknie. I co najgorsze widać było przebłyski hucznych zapowiedzi twórców. Zadania dodatkowe były wielowątkowe i rozbudowane, każda napotkana postać miała bardo rozbudowane możliwości prowadzenia rozmowy. Oczywiście większa część tego, co mówili była taka sama dla wszystkich "mieszkańców", ale nie raz można było się dowiedzieć czegoś unikatowego. Szczególnie ciekawe były rozmowy z postaciami niezależnymi. Możliwości dialogowe porównywalne z tymi z Falloutów 1 i 2! Gra przedstawiała sobą naprawdę wielki potencjał.
Niestety. Ewidentnie zabrakło czasu i pieniędzy, żeby wszystko doszlifować. Gra w dniu premiery bardziej przypominała wczesną betę, niż finalny produkt. Nawet mimo kilkuset megowych patchy nie dało się grać. Twórcy poprawili wydajność, gra nie wywalała co 10min do pulpitu, ale fatalne pierwsze wrażenie, i drewniany gameplay całkowicie mnie zniechęciły.
Męczyłem się w to jakiś tydzień, zanim ostatecznie dałem sobie spokój. Nigdy jej nie przeszedłem, choć muszę przyznać, że co jakiś czas mam ochotę spróbować jeszcze raz.