Ehhh powymyślali te toniki smakowe :p Tradycyjny Kinley i kostki lodu Lubie goryczkę toniku - chyba mój ulubiony rodzaj napoju gazowanego. Choć trzeba z dziadostwem uważać - teraz może już nie ale kiedyś gdy w tym więcej chininy było to można było się nabawić problemów ze wzrokiem (zakładając, że ktoś pił codziennie przez kilka lat - a są tacy maniacy Coli więc i Toniku by się znaleźli).
Gizbarus napisał(a):Dziękuję, na afterku u Kriss podpiłem ci nieco twojego pszeniczniaka... Czułem się, jakbym zaczerpnął wody z bagna I raczej nie było to spowodowane faktem, że już wcześniej wychyliłeś z butelki parę łyków z gwinta
To kwestia upodobań. Ja lubię ten "bagnisty" smak, Paulaner mi wali ziemią, ale go lubię. Chociaż może ten egzemplarz Pszeniczniaka był "kopnięty" lub "drugiej świeżości", bo powinno to chyba być mniej czuć, a nawet ja, Cysterna 2.0, czułem w pysku włości Shreka. Podobnie lubię ten butelkowany kwas chlebowy, który dla innych śmierdzi płynem do podłóg - mi smakuje i nie dbam o to, czy jest naturalny, czy nie. Nie jestem natomiast w stanie wypić Desperadosa i to "piwo" ma adekwatną nazwę jak dla mnie - musiałbym umierać z pragnienia, by go pić . Podobnie Obołoń Premium - albo mi się trafiła trefna sztuka, albo to jest ohydny sikacz, o czym zresztą chyba już tu wspominałem. Chociaż jak za darmo, to nawet whisky wezmę (której nie cierpię)
Tonik jest dla mnie za gorzki, jak będę chciał się katować, to wbiję sobie śrubokręt w oko
Za gorzki... I pomyśleć, że czasem dla smaku i zdrowia lubię sobie wypić napar z piołunu TO dopiero jest coś. Jest tak gorzki, że zaczyna delikatnie zahaczać o inne smaki. A i fakt, że dziś te toniki bliżej mają do toników do twarzy, niż tych dawnych, z chininą. Co ciekawe, podobno z tego właśnie brała się ta specyficzna goryczka.
Gizbarus napisał(a):Co ciekawe, podobno z tego właśnie brała się ta specyficzna goryczka.
Nie ma się co dziwić jak w zasadzie z założenia jest to jedyny istotny składnik toniku :p Dodatki w postaci aromatów owocowych i soków to już wariacje. Klasyka to woda sodowa z chininą
Wiadomo, acz Schweppes czy Kinley jednak trochu kosztują Ale nie ma co dużo mówić - jakościowo są najlepsze. Tak czy siak, jeśli idzie o napoje gazowane, mogę powyższą Jurajską ocenić nawet dość pozytywnie - dziś odpiłem resztę, już nieco rozgazowanej i nadal dało się to wypić.
Zdecydowałem się to wrzucić tu, z racji tematu. Facet naprawdę ciekawie gada o piwie. Tu opowiada o "międzynarodowym jasnym lagerze", czyli piwie, które ma być jak najbardziej jałowe, byleby wchodziło w gardło. Wspomina o paru kardynalnych sprawach, jeśli chodzi o piwo - z czego się je robi, czym jest pokal, a czym kufel. Nie lubię dłuższych filmów na YT - ale tutaj jestem w stanie "na raz" obejrzeć półgodzinną gadaninę o "zupie chmielowej" (do czego też się przyczepia). Naprawdę gorąco polecam, ma facet gadane.
Wieści: w ostatnich dniach próbowałem parę piw. Jak zwykle eksperymenty, jak zwykle właściwie nieudane - żadnego z nich nie kupię. No, może Toporkowi dam szansę.
Jako, że jakiś czas temu piłem Żywiec Marcowe i było całkiem niezłe, spróbowałem Żywiec Białe. Wali toto kolendrą na kilometr - zbyt intensywny zapach i smak, trudno było wykończyć butelkę. Jeśli szukacie ciekawostki - spróbujcie, ale ja mu nie wróżę kariery. Przynajmniej mam butelkę do kolekcji. Gdybym miał ocenić, na co sobie pozwolę - 2+
Piłem Lubuskie Jagodowe. Znajoma twierdziła, że świetne - ja nie jestem przekonany. Można kupić dla zaspokojenia ciekawości - przedziwna, fioletowa barwa i w zasadzie tylko tyle. Nie jest złe, ale dupy nie urywa. Jagody są bardzo słabo wyczuwalne, tak jakby to był sok, albo jakiś kiepski koncentrat.
Okocim Porter - czytam właśnie w necie, że podobno nie czuć alkoholu. Ja czułem "spirytus". Piwo dawało po nozdrzach etanolem rodem z ukrytej w dziczy bieszczadzkiej bimbrowni. Może egzemplarz zły, może ja trafiłem na końcówkę - bo ogólnie tylko resztka mi się trafiła "na spróbę", ale wiem, że już więcej tego nie kupię. Porter Żywca sporo lepszy.
Bojan Toporek - słodowy, walący chmielem po oczach. Nie wypiłem go dużo, ale nie wiem, czy dałbym radę całej butelce - smak jest tak przytłaczający, że prawdopodobnie poddałbym się w połowie. Przynajmniej ładnie pachnie.
A niedługo będę miał trochę grosza, to pójdę do Ministerstwa Browaru i wezmę coś z górnej półki, już mi się oczy świecą
Roko jest niezłe, co fakt, to fakt - coś w stylu Frugo, do tego tak samo nie czuć prawie w tym chemii. A jeśli chcesz wypić tańszy zamiennik Reddsa czerwonego, to polecam ci wspomnianego już wcześniej Starovara Malinowego - wg mnie nawet lepszy.
Jak dla mnie dobrym piwem jest Guinness. Uważam, że jest dużo lepszy niż Tyskie, Lech, czy Redds (przemówił do mnie już po jednej puszce ),a ze słodkich napojów najczęściej pijam Coca Cole i Cherry Coke (głównie z puszki). Najbardziej jednak lubię lekko gazowaną Cisowiankę, która wręcz idealnie gasi moje pragnienie i jest tania jak na markową wodę.
Z gorących zawsze rano popijam cappuccino z mlekiem i kawę 3 w 1 (obie z Mokate). Jeśli piję herbatę to zawsze owocową (kiedyś Spoko Tea, dobra grejfrutowa herbata, której już parę długich lat nie widziałem) i niesłodzoną.
A na upały nie do pobicia jest szklanka zimnej, gazowanej minerałki z plasterkiem cytryny. Idealnie gasi pragnienie.
Pijany listonosz ze świata modliszek Przywozi mi listy, i niszczy mi ciszę, Której nie ma i tak; Bo jest dziecko moje i sny atomowe, I myśli myśliwce co są odrzutowe - Ich huk - to dla mnie - znak.