przez Touchdown w 09 Sie 2006, 23:01
Po informacjach na temat malej zywotnosci Prey, zaczalem sie obawiac, czy na pewno jest na co czekac. Zostalem jednak mile zaskoczony i gra bardzo przypadla mi do gustu. Zdecydowanie nie jest to tytul wybitny, wynoszacy gatunek na wyzszy poziom, ale za to wyrózniajacy sie na tle innych. Dla mnie zdecydowanie lepszy od np. F.E.A.R.
Nie bede sie rozpisywal o szczególach, bo i po co. Gralo mi sie bardzo dobrze, ale nie przez caly czas. W pewnym momencie nadeszla chwila zwatpienia. Nie pamietam tytulów, ale bylo kilka leveli (3, czy 4) zupelnie bez polotu, zadnych wiekszych przepraw, zadnych grawitacyjnych/portalowych zagadek. Na szczescie przyszedl The Complex i wszystko wrócilo na wlasciwy tor. W calej grze bylo troszeczke za malo trików z portalami, ale moge to wybaczyc.
Absolutna rewelacja jest DeathWalk. Przyznam szczerze, ginalem czesto, glównie dlatego, ze moja poczciwa skrzynka nie wyrabiala, chwila nieuwagi i boom. Ale DW rozwiazuje ten problem perfekcyjnie. Slyszalem opinie, ze to zbyt ulatwia gre... ale kogo to obchodzi? Wole bez nerwów odwiedzic co jakis czas swiat duchów, niz wkurzac sie i walic w quicksave przy kazdym zakrecie (a z wspomnianymi problemami natury wydajnosciowej stracilbym z tego powodu nerwów, oj stracilbym).
Równiez obecnosc osobowosci glównego bohatera uznaje za dobry pomysl. Wracaja wspomnienia z Duke Nukem 3D, kiedy to przy rozmaitych okazjach slyszalo sie kapitalne komentarze. W wielu wypadkach Tommy mówil to, co ja mialem ochote w danej sytuacji powiedziec. Równiez jego poswiecenie dla Jen dodawalo odpowiedniej atmosfery.
A ile godzin na liczniku? Móglbym powiedziec, tylko po co?
Prey mnie nie zawiódl. Tak jak mówilem, rewolucja to nie jest... ale za to bardzo przyjemnie mi sie gralo. A o to w koncu chodzi.